Fragment książki Kto zabiera Twoje pieniądze?

Jak w ciągu 10 lat można zamienić 10 tysięcy dolarów w 10 milionów dolarów?

"Największy strach wśród Amerykanów wywołuje wizja wyczerpania się pieniędzy, gdy nie będą już oni pracowali".
Z badań przeprowadzonych przez dziennik USA Today

"Ludzie borykają się z finansami głównie dlatego, że zwracają się po finansową poradę do ludzi biednych lub sprzedawców".
Bogaty ojciec

W grudniu 2002 roku lokalna gazeta w Phoenix w stanie Arizona opublikowała tekst dotyczący Przepowiedni bogatego ojca - mojej książki, która ukazała się w październiku tego samego roku. Zdziwiło mnie to, że artykuł był sprawiedliwy i wyważony. Byłem zaskoczony, ponieważ wielu dziennikarzy zajmujących się tematyką finansową nie miało zbyt pochlebnego zdania na temat mojej książki.

Mimo że tekst był sprawiedliwy i wyważony, kończył się niemiłą uwagą, która mi się nie spodobała. Chodzi o komentarz dotyczący 39-procentowego zwrotu z mojej ostatniej inwestycji. Odniosłem wrażenie, że autor dawał w ten sposób do zrozumienia, że albo skłamałem, albo przesadziłem, mówiąc o moich zyskach.

Oczywiście większość z nas nie lubi ludzi, którzy się przechwalają lub przesadzają. Ja także nie przepadam za takimi osobami. Uwaga ta jednak nie spodobała mi się dlatego, że się nie przechwalałem, ani nie przesadzałem. Tak naprawdę, wręcz przeciwnie - zaniżyłem moje zyski. Innymi słowy, mój zwrot z inwestycji nie istniał tylko na papierze. Zwrot z zainwestowanych przeze mnie pieniędzy został określony na podstawie prawdziwej gotówki w mojej kieszeni i znacznie przekraczał 39%.

Pozwoliłem, żeby ten komentarz zaprzątał mi głowę przez kilka dni. W końcu zadzwoniłem do redakcji gazety, aby umówić się na spotkanie z dziennikarzem i wszystko wyjaśnić. Powiedziałem mu, że nie oczekuję, iż coś jeszcze o mnie napisze albo że opublikuje sprostowanie. Chciałem jedynie spotkać się w jego biurze w towarzystwie mojego księgowego i pokazać mu moje zestawienia finansowe oraz wytłumaczyć, w jaki sposób osiągnąłem te 39% zwrotu. Zgodził się z przyjemnością i ustaliliśmy datę spotkania.

Kiedy już wraz z moim księgowym wyjaśniłem mu, jak uzyskałem te 39% i że liczba ta była tak naprawdę zaniżona, skomentował to tak:

- Cóż, przeciętny inwestor nie może robić tego, co pan.

- Nigdy nie mówiłem, że może - zauważyłem.

- To, co pan robi, jest zbyt ryzykowne - stwierdził.

- W ciągu ostatnich kilku lat miliony inwestorów straciło biliony dolarów, znaczną ich część na akcjach i funduszach inwestycyjnych, które pan polecał. Wielu ludzi, którzy stracili pieniądze, inwestując długoterminowo w jednostki uczestnictwa funduszy, nigdy nie będzie mogło przejść na emeryturę. Czy to nie jest ryzykowne?

- Stało się tak z powodu dużej korupcji w firmach - bronił się mój rozmówca.

- Po części to prawda. Ale ile z tych strat powstało wskutek złych rad udzielanych przez doradców finansowych, maklerów giełdowych i dziennikarzy? Jeżeli długoterminowe inwestowanie w fundusze to taki dobry pomysł, to dlaczego tak wielu ludzi straciło tyle pieniędzy?

- Nie wycofuję się z mojej porady. Nadal twierdzę, że inwestowanie długoterminowe i dywersyfikacja portfela funduszy inwestycyjnych to najlepszy plan dla przeciętnego inwestora.

- Zgadzam się - odpowiedziałem. - Pańska propozycja jest najlepsza dla przeciętnego inwestora, ale nie dla mnie.

Mój księgowy, Tom, wtrącił się w tym momencie do rozmowy.

- Gdyby przeciętny inwestor zmienił nieco podejście i używał innych aktywów, mógłby osiągać o wiele wyższe zyski przy znacznie mniejszym ryzyku. Zamiast siedzieć bezczynnie i obserwować, jak rynek raz zwyżkuje, a raz zniżkuje, słuchając finansowych guru, którzy usiłują wskazać na kolejne "świetne" akcje, jakie warto będzie wybrać, inwestor może wykorzystać proponowany przez Roberta plan bogatego ojca, dzięki któremu nie będzie musiał wpadać w panikę za każdym razem, gdy rynek zniżkuje, lub zastanawiać się, w którym sektorze notowania akcji wzrosną. Nie tylko osiągnie on o wiele wyższe zyski przy mniejszym wkładzie własnym i mniejszym ryzyku, ale automatycznie, jak na zawołanie, zaczną płynąć pieniądze. Często nazywam tę strategię inwestycyjną magicznymi pieniędzmi.

Jak się okazało - zwrot z inwestycji rzędu 39% i magiczne pieniądze - to zbyt wiele jak na takie krótkie spotkanie z dziennikarzem. Gdy padło pojęcie magiczne pieniądze, spotkanie dobiegło końca.

Jak wspomniałem, ten dziennikarz był otwarty i pozytywnie nastawiony. Kilka tygodni później napisał o mnie kolejny artykuł, mimo że go o to nie prosiłem. Chociaż tekst był precyzyjny, autor pominął kwestię tego, w jaki sposób uzyskałem tak wysokie zwroty z inwestycji. Nie wspomniał też nic o magicznych pieniądzach.

Najważniejsze jest to, że zawdzięczam temu dziennikarzowi inspirację do napisania tej książki, która nie jest skierowana do przeciętnego inwestora.

FAQ (Często zadawane pytania)

Po spotkaniu z dziennikarzem postanowiłem napisać tę książkę. Zdecydowałem, że nadszedł już czas, żeby wyjaśnić formułę bogatego ojca mówiącą o tym, jak sprawić, aby mała inwestycja przyniosła ultraduży zysk. Książka ta pozwoli mi także odpowiedzieć na kilka często zadawanych pytań, na które zwykle unikam odpowiedzi. Oto niektóre z nich:

1. "Mam 10 tysięcy dolarów. W co powinienem zainwestować?".

2. "Jaki rodzaj inwestycji pan poleca?".

3. "Jak mam zacząć?".

Do tej pory wahałem się z odpowiedzią na te pytania głównie dlatego, że tak naprawdę musiałbym powiedzieć: "To zależy od pana. To, co ja bym zrobił, często różni się od tego, co pan powinien zrobić".

Po drugie, gdy zdarzyło mi się odpowiadać na pytania tego typu i szczegółowo wyjaśniać, co robię oraz jak osiągam wysokie zwroty z inwestycji przy mniejszym wkładzie własnym i mniejszym ryzyku, często spotykałem się z takimi reakcjami:

1. "Tego nie da się tutaj zrobić".

2. "Nie stać mnie na to".

3. "Czy nie istnieje jakiś prostszy sposób?".

Dlaczego tak wiele osób traci

Moim zdaniem w latach 2000-2003 miliony ludzi straciło biliony dolarów między innymi dlatego, że poszukiwali oni prostych odpowiedzi na pytania o to, gdzie zainwestować swoje pieniądze. I znalazło się wiele osób, które chętnie udzieliły tych prostych odpowiedzi typu:

1. "Oszczędzaj pieniądze".

2. "Inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj".

3. "Potnij swoje karty kredytowe i wydostań się z długów".

Książka ta nie jest napisana dla ludzi, którzy chcą otrzymać proste odpowiedzi. Jeśli lubisz nazbyt uproszczone odpowiedzi na pytania dotyczące finansów, chętnie przyjmowane przez większość ludzi, to prawdopodobnie ta książka nie jest dla Ciebie. Moje odpowiedzi wielu osobom mogą się wydawać zbyt trudne lub zbyt zawiłe.

Książka została napisana dla tych, którzy chcą mieć większą kontrolę nad swoimi pieniędzmi i zarobić ich o wiele więcej, używając środków, które obecnie posiadają. Jeśli to Cię, Czytelniku, interesuje, to czytaj dalej.

Najgorszy sposób, żeby stać się bogatym

Wspomniany wcześniej dziennikarz miał rację, gdy mówił, że jego rada jest dobra dla przeciętnego inwestora. Ale tak naprawdę zachęcał do wybrania jednej z najtrudniejszych dróg prowadzących do bycia bogatym. Pracujący na etacie ludzie, którzy wpłacają pieniądze na plan emerytalny, taki jak 401(k) w USA, plan opierający się na jednostkach uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, jadą przez życie bardzo wolnym autobusem. Ma on zużyty silnik, co oznacza, że nie jedzie zbyt szybko i nigdy nie osiąga maksymalnych zysków. Nie działają w nim też hamulce, co sprawia, że zjazdy są przerażające.

Chociaż długoterminowe inwestowanie w plany emerytalne może być dobre dla przeciętnego inwestora, dla mnie jest wolnym, ryzykownym, nieskutecznym i wysoko opodatkowanym sposobem inwestowania.

Kto zabiera Twoje pieniądze?

Tak się złożyło, że każdy bogaty człowiek jest otaczany przez osoby chcące uszczknąć coś z jego bogactwa dla siebie. To zachowanie jest szczególnie popularne w show biznesie - jeśli jakiś utwór, np.: muzyczny, jest wydawany i popularny, zazwyczaj nic się nie dzieje. Ale jeśli zaczyna zarabiać duże pieniądze, zawsze pojawia się ktoś kto chce je zabrać. Z tego powodu bogaci korzystają z wielu form zabezpieczeń swojego majątku przed potenjclanymi "rabusiami". Do tej grupy osób i/lub instytucji zaliczyć można:

Rząd - zabiera swoją część poprzez podatki

Sprytniejsi inwestorzy - np.: na giełdzie

Wierzyciele - np.: w formie odsetek od zaległych zobowiązań

Inni ludzie poprzez wytoczenie powództw przed sądem

Mój znajomy powiedział, że najbardziej kapitałożerne w życiu mężczyzny są kobiety... (i jest w tym dużo prawdy)

Jak się chronić przed utratą pieniędzy?

Można to zrobić na wiele sposobów. Prawo udostępnia bardzo dużo narzędzi pozwalających skutecznie ochronić swoje aktywa, są to:

Przepisy podatkowe

Osobowość prawna spółek

Tradycyjne ubezpieczenia

Derywaty

Przepisy prawne dotyczące dobroczynności itp.

Jednak jednym z najważniejszych czynników ochraniających jest stopień szybkości obiegu pieniądza. Im szybciej poruszają się Twoje pieniądze tym pojawią się mniejsze szanse, że ktoś Ci je zabierze.

Tak wiele osób traci inwestując w fundusze inwestycyjne, bo zostawiają swoje pieniądze na pastwisku, tucząc je. Pewnego dnia przyjeżdżają kowboje i zabierają te "utuczone" pieniądze, a inwestorzy-amatorzy zostają z niczym.

Przyśpiesz obieg swoich pieniędzy